przedwyborczy numer

Myślę, że nic takie dobrze nie oddaje stanu lokalnej demokracji w Zabierzowie, jak przedwyborczy numer czasopisma „Znad Rudawy” (listopad 2014 r.). Przedwyborczy, bo jego wydanie odbyło się tuż przed wyborami samorządowymi w listopadzie 2014 r.  Ale od początku…

Czasopismo „Znad Rudawy”, jak można przeczytać na jego stronie internetowej:

(…) jest organem prasowym utrzymującym się z dotacji gminy i zyskowi z reklam. Jest pismem promującym osiągnięcia mieszkańców i promującym młode talenty gminy.

Wydawcą tego czasopisma jest Samorządowe Centrum Kultury i Promocji w Zabierzowie. Na jego stronie internetowej czytamy, że jest ono:

(…) samorządową instytucją powołaną do realizacji zadań gminy z zakresu kultury, działającą od ponad 25 lat. Głównym jej celem jest udostępnianie i upowszechnianie wiedzy i sztuki. Wspomaga osoby, grupy i środowiska w rozwoju aktywności kulturalnej, artystycznej i społecznej.

Od pewnego czasu zgłaszane są liczne uwagi i zastrzeżenia związane z funkcjonowaniem w praktyce prasy lokalnej. Krytyczne uwagi przedstawiane są z wielu powodów, także z tego, że prasa ta często w praktyce służy także do walki z przeciwnikami politycznymi osób sprawującymi aktualnie władzę, a zwłaszcza z wójtem, burmistrzem prezydentem. Wskazuje się, że praktyka wydawania gazet przez jednostki samorządu terytorialnego jest postrzegana jako jedno z podstawowych zagrożeń dla wolności słowa, budzi też poważne wątpliwości co do zgodności z wieloma konstytucyjnymi wartościami (Czy samorządy powinny wydawać gazety?). Więcej tego rodzaju wypowiedzi przedstawiam na stronie: media „samorządowe”.

W tych okolicznościach sięgnijmy do wspomnianego listopadowego numeru czasopisma „Znad Rudawy”. Dość jednoznaczny jest już tekst na stronie tytułowej:

Kandydaci na wójta „za pięć dwunasta” – czy wiedzą co to znaczy zarządzać gminą?

W tym miejscu zamieszczone są zdjęcia licznych „osiągnięć” dotychczasowej władzy takich jak nowa infrastruktura, certyfikat, dyplomy itp. Jest też kapelusz z napisem „najlepszy wójt Małopolski”. Przesłanie jest jednoznaczne. Obecny wójt ma ogromne osiągnięcia a inni są nieprzygotowani, zgłaszają się w ostatnim momencie itd., itp.

Kolejna strona przedstawia wyłącznie całostronicową reklamę firmy, która jest własnością ówczesnego kandydata na radnego, a obecnie radnego. Dodam, że zastrzeżenia związane z czasopismami „gminnymi” związane są także z zamieszczaniem w nich reklam. Jak przyjęła ostatnio przykładowo Regionalna Izba Obrachunkowa w Łodzi (Interpretacja RIO w Łodzi z 20.12.2013 r. (WA 4120- -15/2013/w):

(…) zamieszczanie ogłoszeń i reklam od przedsiębiorców lokalnych oraz zewnętrznych nie prowadzi do zaspokojenia zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej, tym samym nie jest zadaniem użyteczności publicznej. W konsekwencji za niedopuszczalne należy uznać zamieszczanie ogłoszeń reklamowych w wydawnictwie gminy (…)

Na marginesie dodam, że redakcja czasopisma „Znad Rudawy” informuje nie tylko o możliwości zamieszczenia reklam, ale także „artykułów sponsorowanych dostarczonych bezpośrednio od zainteresowanych„.

Na kolejnej stronie oznaczonej jako 1. redaktor naczelny nas pyta:

Dlaczego nie chcemy otwarcie przyznać, że ostatnie osiem lat było dla gminy jakby skokiem w rekord świata.
A jednocześnie ostrzega (w sposób dorozumiany wiadomo przed kim):
nie dawaj dziecku miecza, a dorosłemu siekiery
Wniosek jest oczywisty – jeśli głosujemy na innych kandydatów niż obecna wójt, to działamy nierozsądnie, pod wpływem emocji, i działamy jak w cytacie – tak jakbyśmy dziecku chcieli dać „miecz”. Całość poparta jest „odpowiednimi” cytatami Stanisława Wyspiańskiego i Cypriana K. Norwida. W czytelniku może się zrodzić przekonanie, że gdyby ci wielcy artyści żyli, to nie mieliby wątpliwości na kogo głosować.
Dalej prawdopodobnie tenże redaktor naczelny jak można mniemać po podpisie pod tekstem („wś”) W Szczyglicach… Zebranie czy benefis?  (s. 3) pisze tak:

Właściwie to nie wiem czy byłem na zebraniu czy na benefisie mieszkańca Szczyglic Pawła Ziobrowskiego. (…) dyskusję zdominowały wnioski, później pretensje Pawła Ziobrowskiego, że społeczeństwo tej wioski nie docenia jego wkładu w rozwój sołectwa. (…) Brakowało tylko tego, żeby Paweł przyznał się, iż był też założycielem Szczyglic już w roku 1374 (…).Zebranie w Szczyglicach było klasycznym przykładem dominacji człowieka wierzącego w swoją nieomylność i konsekwentnie przypisującego sobie zasługi, o których rzekomo ludzie…. zapomnieli ale pamięta je ten, który bardzo by chciał mieć pomnik pamięci. Nie on pierwszy i nie ostatni. Takie jest życie, a swoją drogą kolega Paweł jest istotnie barwnym człowiekiem i jego obecność ubarwiła to zebranie. Szkoda, że nieco kabaretowo…

Jeżeli zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa, to należy w tym kontekście zwrócić uwagę, że Paweł Ziobrowski to jednocześnie pełnomocnik wyborczy kontrkandydata urzędującej wójt. Po prostu „kabaret” chciałoby się powiedzieć, ale nie taki jak można przeczytać w gminnym czasopiśmie.

Dostaje się też radnym i innym osobom. W tekście Strachy na Lachy. Warto spojrzeć w oczy prawdzie (s. 4, brak podpisu) czytamy:
Nie ma co ukrywać, praktycznie nie ma sesji, by dwojga radnych nie wywołało tego tematu w nadziei, że będzie to skuteczna metoda, by zdyskredytować wójtów, urząd i – przy okazji – wszystkich, z którymi im nie pod drodze. Tematem dyżurnym jest więc zadłużenie gminy (…). Przeciwnicy wyraźnie niezadowoleni z tych sukcesów szermują populistycznymi hasłami o wzrośnie zadłużenia, prezentując tu i ówdzie jego wysokość.
I w kolejnym tekście (s. 10, podpisany: „wś”):

Jeżeli przez cztery lata nie robiło się nic dla gminy poza negowaniem wszystkiego – to na koniec kadencji trzeba zaistnieć, żeby nikt nie zapomniał, że ktoś przez cztery lata sprawował funkcję radnego tylko po to, żeby krytykować i brać za to jeszcze pieniądze. (…) Najważniejsze, żeby zaszczepić w ludziach zwątpienie, a przez to zabłysnąć jak spadająca gwiazda. No, cóż jeśli ktoś jest stworzony do pełzania, to nigdy nie będzie latał – pisał Gorki”. Więc trzeba sprowadzić wszystkich do poziomu pełzania, które jest przymiotem ludzi maluczkich, zawistników, zazdrośników, nie umiejących argumentować poprzez fakty. Krytykować poprzez zadawanie niedorzecznych, demagogicznych pytań jest – nazwijmy rzecz po imieniu – podłe. To jest tak jakby zapytać: „dlaczego pietruszka rośnie korzeniem do dołu, a nie w górę”?

Wszystko to przebijają jednak „Listy do Redakcji”. Czytelnicy, zadając sobie trud napisania do redakcji, zgodnie krytycznie oceniają działania nieprzygotowanych kandydatów:

„Monika W. z Krakowa” pisze tak:

Rozpoczął się sezon ulotek wyborczych, obietnic i chęci. Sezon pomówień, donosów, wyborczej partyzantki. W ciągu tylko jednego tygodnia wręczono mi 27 ulotek wyborczych niejakiego pana Surdego. Rozdawano je przed Urzędem Gminy, (akurat załatwiałam tam swoją sprawę), przed kościołami, przed sklepami, (czy ktoś zaprotestował przeciw tym praktykom?) na przystankach autobusowych i mikrobusowych. Dosłownie wciskano mi do ręki. Szczególnie aktywny był w tym pan (nazwiska nie znam, o słusznej posturze zawodnika sumo) Widać, że ów pan wierzy, iż niejaki Grzegorz Surdy, bohater tej ulotki może wszystko. Zainteresowałam się kim jest ten człowiek. Podobno jak sam pisze w swojej ulotce był: „… więziony, inwigilowany i wielokrotnie pobity”. I mimo wszystko, w Czernichowie, którą to miejscowość skrzętnie (ze wstydu?) pomija w swojej ulotce, na posadzie w Urzędzie Gminy się nie uratował. Dlaczego – podobno – został stamtąd wyrzucony? Zapytajcie o to mieszkańców Czernichowa. Ja pytałam.
W podobnym duchu piszą inni. „K.Z.”:
Pełno w ulotkach ob. Surdego, który pojawił się w Zabierzowie nagle przed wyborami, (nie wiadomo skąd wytrzasnął go ob. Ziobrowski) zjadliwości o nowym ratuszu. Że za duży, że niepotrzebny, kto to widział, żeby wieś miała ratusz… Tymczasem – donoszą nam mieszkańcy, tenże Grzegorz Surdy wraz ze swoim guru, ob. Pawłem Ziobrowskim z lubością fotografowali się na tle tego obiektu. Wiewiórki informu ją też, ż e podobno ob. Ziobrowski wybrał już sobie gabinet, w którym ma zasiąść jako nowy wice wójt!!! „Chciałaby dusza do raju….” – bo jak to inaczej skomentować.

Wiesława Dudek:

Czy jest prawdą, że niektórzy kandydaci na radnych do gminy Zabierzów zakładali swoje komitety wyborcze jedynie po to, by zaistnieć? Z niecierpliwością czekam na ich programy wyborcze, mam nadzieję doczytać się w nich, że zorganizują co najmniej stację kosmiczną w Zabierzowie, bo obiecać można wszystko i potem powiedzieć: „chciałam czy chciałem, ale nie dano mi takiej możliwości”. Kto nie dał? Czy możecie mi na to pytanie odpowiedzieć?
Tekst ten uzupełnia komentarz: „Od Redakcji”:
Niestety, droga pani. To jest ponad nasze siły. Zwłaszcza przed wyborami. Ale w podróż na księżyc z niektórymi bohaterami ulotek wyborczych chętnie byśmy polecieli. Tylko obawiamy się o powrót.
Dalej pisze: „major Władysław W. (już na emeryturze)”:
Przeczytałem, że mamy w naszej gminie ponad 90 kandydatów do Rady Gminy i na urząd wójta. To jest przeszło cztery plutony (jako b. wojskowy wiem ile żołnierzy liczy pluton!). Niewiele brakuje, by powstał pułk. I proszę, kto by się spodziewał, że gmina ma tak wielu chętnych do walki, powiedziałbym nawet do bitwy o… stołki. Dziwię się zwłaszcza tym, którzy rwą się do koryta teraz, kiedy inni za nich gminę już posprzątali, wzbogacili ,znają się na zarządzaniu. Nie ukrywam, cenię sobie to zarządzanie i chciałbym jeszcze pożyć w dobrze zarządzanej gminie. Nie uważacie, bo ja nie jestem pewien, czy ci, co dziś tak pięknie obiecują złote góry, nie usypią nam raczej ziemnego grobu w imię swoich ambicji?

I tym razem pojawił się komentarz od redakcji: bez komentarza. Następnie „Maria W., Teresa S., Zofia K.” piszą tak:

Przepraszamy – ale już prawie osiągamy dyspesję (niestrawność), jak czytamy wiecznie jedno i to samo w rozmaitych pisemkach, ulotkach, paszkwilach, rozdawanych – o, zgrozo – nawet przed kościołami. Popaprańcy. Co piszą rozmaici „sprawiedliwi” bez skazy? Że podatki od lotniska za małe, za drogi jurajski raj, zadłużenie duże, ratusz po co?… a do cholery, gdzie byliście, kiedy trzeba było decydować? Czy przysłuchiwaliście się obradom Rady Gminy? Czy chodziliście na wiejskie zebrania? Czy wiecie jakie były realia? I możliwości prawne? Gadać dużo – robić nic. To cala wasza filozofia? A dziś chcecie dorwać się do władzy i przyjść na gotowe? Najpierw pokażcie co potraficie. Jeśli potraficie, to wybierzemy was za cztery lata. Dziś na was nie zamierzamy głosować.

Redakcja pewnie ma świadomość, że mieszkańcy gminy doskonale orientują którzy z radnych podnosili pewne wątpliwości we wskazanych sprawach, np. w sprawie inwestycji w zakresie „Jurajskiego Raju”. Mimo to nie przeszkadza jej zamieszczenie tego tekstu ze zwrotem „rozmaici popaprańcy”. Przykładowo kandydatka na urząd wójta Maria Dziobek w 2010 r. wskazywała:

(…) w gminie były inwestycje potrzebne typu szkoła czy drogi, ale inwestycja typu Jurajski Raj czy też zagospodarowanie centrów wsi w sytuacji, gdy brakuje środków na rzeczy, zdaniem radnej bardziej potrzebne, wiąże się z brakiem gospodarności.

To nie wszystkie listy czytelników z tej strony. Wszystkie one są ułożone według pewnego schematu i wszystkie napisane są w zaskakująco podobnym stylu, ale to już temat bardziej dla językoznawców.

W tym kontekście przypomnę to co już przywołałem w innym miejscu (Czy samorządy powinny wydawać gazety?):

Gazety samorządowe, z uwagi na wysoki stopień upolitycznienia, nie umożliwiają nieskrępowanej wymiany poglądów i opinii oraz nie pozwalają wyrażać krytyki negatywnych zjawisk. Jest to tym bardziej niepokojące, że media te są utrzymywane ze środków publicznych, a zatem powinny odzwierciedlać różnorodne poglądy przynależne różnym grupom społecznym, a nie tylko punkt widzenia rządzącej siły politycznej. Dlatego też działalność samorządów polegająca na wydawaniu czasopism narusza konstytucyjne gwarancje wolności słowa, pozbawiając mieszkańców rzetelnej, niezależnej informacji oraz możliwości sprawowania kontroli społecznej nad władzą lokalną za pośrednictwem niezależnej prasy wypełniającej funkcję publicznego stróża. Narusza ona ponadto konstytucyjną zasadę pomocniczości oraz zaburza uczciwą konkurencję na lokalnym rynku prasy, utrudniając funkcjonowanie prywatnych mediów.

 

Warto pamiętać o przykładzie gminy Tłuszcz. Tamtejsza rada miejska w podjętej uchwale zakazała ostatnio wydawania gazety przez Centrum Kultury, Sztuki i Rekreacji, uznając że „Centrum nie powinno być wydawcą prasy lokalnej, ponieważ gazeta redagowana przez pracowników jednostki organizacyjnej gminy, zależnej od burmistrza, nie może być gazetą całkowicie niezależną i obiektywną”.

Apeluję do władz Zabierzowa o ocenę obecnej polityki wydawniczej gminy i podjęcie w tym zakresie odpowiednich działań.

Apeluję do mieszkańców o trzeźwą ocenę tak uprawianej polityki i wyciągniecie odpowiednich wniosków, bez względu na sympatię polityczną.

Apeluję do przedsiębiorców, o zwrócenie uwagi jak ważna jest konkurencja na rynku czasopism; czasopisma gminne próbują zastępować prywatną prasę, a przez to stają się zagrożeniem dla innych wydawców.

Czy dotacje gminy, a więc środki przeznaczane również z podatków mieszkańców i przedsiębiorców, muszą być przeznaczane na takie paszkwile? Czy reklamodawcy są dumni z tego, że ich reklamy zamieszczane są obok takich tekstów?

Obecna sytuacja jest szkodliwa dla budowania społeczeństwa obywatelskiego, które jest filarem lokalnej demokracji. Trafnie zwraca się uwagę, że tego rodzaju czasopismo powinno ograniczać się do biuletynu informacyjnego. Oby tak się wkrótce stało.

ps. Dużo miłości. Jak jest miłość to jakoś tak się rozwiązują wszystkie nasze problemy. Więc tej miłości wszystkim Państwu (…) życzę (Elżbieta Burtan, wójt gminy Zabierzów od 2006 r., Rudawa – 20 grudnia 2015 r.)